Malowanie światłem

Na rozpoczęciu chciałbym się tymże postem przywitać ze wszystkimi którzy odwiedzą tę stronę. Jako że jest to wpis rozpoczynający to chciałbym go zaakcentować czymś co sam w fotografii lubię i co sprawia mi nieopisaną przyjemność. Tym czymś jest właśnie malowanie światłem, z angielskiego light painting. Samo słowo „fotografia” tłumaczone z greki znaczy właśnie rysowanie lub pisanie światłem, jednak tu sami dzierżymy pędzel i tworzymy w pełni tego słowa znaczeniu. Poniżej widzimy właśnie takie dzieło.


W tych akurat kadrach to nie ja mam świetlny pędzel, ma go artysta z Wrocławskiego rynku, tańczący z pochodnią. Płonąca, nasączona w paliwie, kula ognia zostawia ślad, który maluje nam się w kadrze jako taki oto ogniowy bezkształt. 


Technika wymaga oczywiście właściwego sprzętu,  w tym wypadku statywu gdyż działamy tu na długich czasach naświetlania rzędu 1s czasem nawet 5s, a więc z ręki byłoby trudno. Są to oczywiście pobieżne rady dla początkujących więc jeśli chcielibyście poradnik związany z tą techniką fotograficzną, piszcie w komentarzach lub ślijcie maile.

Tu sytuacja wygląda podobnie jak poprzednio tylko z tą różnicą, iż artystów jest więcej. Więcej ognia, więcej światła, więcej świetlnych śladów zostawionych na matrycy.

W oczy rzucać się może to, że tło jest lekko poruszone. Wynika to z tego faktu, iż była to fotograficzna partyzantka, brak jakiegokolwiek osprzętu, brak przygotowania. 

Byłem wtedy na wakacjach i nie myślałem by wziąć do samolotu statyw, zresztą nikt nie mówił, że hotel zapewnia takie atrakcje! Ale od czego ma się wyobraźnię i leżak, na którym się siedzi! Jak widać brak sprzętu zawsze można czymś rekompensować, wystarczy chcieć.


Jednak nie zawsze trzeba rysować w powietrzu jakieś wzorki. Można samemu oświetlić dany obiekt tak jak nam wyobraźnia podpowie, w tym wypadku most św. Jordana w Poznaniu.
Cała sztuczka polegała na ustawieniu aparatu na statywie, wybraniu dość długiego czasu, mniej więcej 20 s, ustawienie samowyzwalacza i pobiegnięcie z lampą błyskową w ręku. Kierowałem w ten sposób pojedyncze błyski światła w wybrane przeze mnie miejsca na moście. Oczywiście wymaga to prób i błędów więc nie zrażajcie się jeśli nie wychodzi za pierwszym razem, eksperymentujcie.

Na koniec tego wpisu chciałem na przekór pokazać początek, a właściwie moje początki z malowaniem światłem. Były to pierwsze tego typu zabawy i to one sprawiły, że tak upodobałem sobie tę technikę.

Też weźcie znajomych na taką zabawę, dużo śmiechu, dużo prób, z czasem fajnych efektów, a same rezultaty zależą tylko od was bo możecie malować co chcecie, co wam wyobraźnia przyniesie.

Jeśli spodobał Ci się wpis i zdjęcia, lub chcesz wyrazić konstruktywną krytykę, zostaw proszę komentarz. Dzięki i do następnego!

0 komentarze: